Dzis rano, po 76 godzinach podrozy transsibem, przyjechalismy do Irkucka. Mam wrazenie (jak do tej pory), ze podrozowanie po Rosji to wieksze wyzwanie niz Gwatemala, Kambodza czy Indie razem wziete.
Ale od poczatku:
Piatek i sobota - Warszawa - Moskwa
To nasze dwa dni sukcesow. Po pierwsze udalo nam sie spotkac na lotnisku (Wojtek lecial innym lotem), po drugie udalo sie odebrac bilety na kolej transsyberyjska kupione przez rosyjska kolezanke Wojtka (kupienie ich z Polski bylo niewykonalne).
Po trzecie udalo nam sie znalezc nocleg, za cene strasznie wygorowana, ale trudno.
Wieczorem spacery i Kreml noca. Arbat przemierzamy wielokrotnie, ale bardzo nam sie podoba.
Nastepnego dnia juz troche gorzej - mauzoleum Lenina zamkniete, ale ogladamy Kreml i lezymy w parku, obserwujac pary robiace sobie zdjecia slubne i klub spiewajacych babc.
Magda otwiera kolekcje zdjec: Moskwiczanki.
Moskwa - troche taka, jak sobie wyobrazalam. Ogromna, majestatyczna. Jeepy, srebrne limuzyny, panie w sukienkach obwieszonych zlotem, ale w dalszych zakatkach bieda i ciuchy juz bardziej jak z naszego stadionu.
I znow te kontrasty - komunistyczne miasto, z palacami kultury, na ktorym ktos napredce i w wielkiej ilosci ponakladal reklamy coca-coli, powsadzal starbucksy etc.
Sobota wieczor - sroda rano - kolej transsyberyjska
Po pierwsze nigdy nie wiemy, ktora jest godzina. Systematycznie przekraczamy kolejne strefy czasowe, doba nam sie skraca, jednoczesnie rozklady jazdy i zegary na mijanych stacjach ustawione sa wedlug czasu moskiewskiego. Kazdy z nas ma inny pomysl na to, o ktorej sie klasc, o ktorej wstawac. A wiec totalnie zagubieni w czasie i przestrzeni. Mnie to odpowiada, bo to jakos bardziej naturalne niz zmiana o pol doby w czasie jednego lotu samolotem. A przestrzenie rzeczywiscie ogromne i jakby zupelnie niezamieszkane.
Jedziemy tzw. plackartnym, w ktorym brak przedzialow, mamy wiec okazje dzielic szczegoly zycia intymnego z piecdziesiecioma innymi osobami (co zaskakaujace - zadnych backapackerow). Podobno wszyscy sie tu szybko zaprzyjazniaja, nam udaje sie to dopiero trzeciego dnia. Swietujemy Pawla urodziny i zapraszamy na wodke osoby z naszej czesci wagonu: pana Olka -konstruktora samolotow z Irkucka i Alone - dziewczyne, ktora jedzie odwiedzac cala rodzine, bo na codzien mieszka w Niemczech (ma tam meza). Rozmowy o polityce koncza sie podsumowaniem Alony, ze jednak Stalin byl najlepszy. Z tym juz trudno dyskutowac.
Czas mija jednak zaskakujaco szybko. To mialy byc trzy dni, kiedy wreszcie wszystko sie spokojnie przeczyta, przemysli, wysni, odpocznie, przegada. Nic z tego. Ostatniego dnia w pospiechu probujemy ustalic, co bedziemy robic dalej. I mamy klopot.
Irkuck
Na razie jestesmy nieprzytomni, niewyspani, przestawieni czasowo i walczymy z jakas potworna biurokracja. Nawet w dzungli w Gwatemali nie bylo takich problemow ze zdobyciem informacji czy wymiana czekow.
No ale to mam nadzieje, przejsciowy kryzys, bo jutro jedziemy nad Bajkal.
Queen Rania of Jordan
16 lat temu
Te czeki to jakiś średni pomysł. W Irkucku działa ściana a i tak najlepsze są dolary. JESTEŚCIE W ROSJI :)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę Wam, Bajkał jest przepiękny!!!
Jak dotrzecie na wyspe Olchon pozdrowienia dla szamana Chana Choto Babaja.
OdpowiedzUsuńObowiazkowo wedzony Omul i miejscowa wodeczka... pan P.
byłaś w gwatemali? :)
OdpowiedzUsuńzazdroszę tych rozmow w pociagu... :) trzymajcie się :*