View mongo2009 in a larger map

sobota, 18 lipca 2009

seria niezawinionych nieszczesliwych wypadkow

Dni ostatnie obfitowaly w ciag nieprzewidzianych, niezawinionych i niestety nieszczesliwych wypadkow
1. Wojciech stracil lot do Irkucka - zostal on odwolany ( lot, nie Wojciech) w zwiazku z czym cala reszta misternie ulozonego planu lotniczego runela. Jako ze komunikacja werbalna z Mongolami jest ograniczona nie bylo latwo wyjsc z impasu. Szczesliwie ( choc nie dla nas bo towarzystwo Wojtka bylo bardzo pozadane ze wzgledu na ciekawe dyskusje, poczucie humoru i niepoprawny optymistyczny spokoj ducha) juz dzis kolega odlecial do Moskwy, skad odleci do Warszawy ( co oczywiscie w warunkach rosyjskich nie jest takie pewne i trzeba liczyc sie z mozliwoscia wyladowania w Pekinie). Dzieki dziurze czasowej, w ktora wpada sie podrozujac przez Syberie ( lot trwa 0 minut) plan powinien zadzialac.
2. Zostalismy okradzeni przez niezananych sprawcow:((((( Aga i Pawel ( bo to On zostal poszkodowany) wlasnie skladaja zeznania slaniajacemu sie na nogach panu na komisariacie - wszystko wskazuje na to ze wczoraj byla imporeza... Komisariat otwarto specjalnie dla nas, bo w sobote i niedziele policja przeciez nie pracuje.
Update: komisariat zamkniety
Stracilismy: zabytkowy aparat fot, kurtke typu gore - tex, klape od plecaka, 50 dolarow w czekach oraz, co jest najbolesniejsza strata, paszport Pawla. Ostatnia zguba skazuje nas na pozostanie w Federacji Rosyjskiej do konca zycia w zwiazku z brakiem wizy
3. W zwiazku z oszczednosciami kryzysu gospodarczego odwolano ambasadora Mongolii i jestesmy skazani na siebie

A teraz optymistycznie:
1. Mielismy wspanialy konny trip dookola Wielkiego Bialego Jeziora. Spalismy w jurtach, jedlismy dzielnie czym nas ugoszczono, nie bylo strat w ludziach ( nie wspomnielismy bowiem ze poprzednia jurta pozostawila slad w postaci koszmarnej zolodkowo - trawiennie nocy przezytej przez piszaca te slowa). Bylo dziko i tak jak mialo byc. Szczegolnie jedna noc byla dla nas niesamowita, bo spalismy w jurcie z cala rodzina, naszymi przewodnikami, konmi i gwiazda kina Bollywood - Sharukh hanem w tlumaczeniu mongolskim - wiecej o tym pisze Aga
2. Zjedlismy pyszny obiad w Ulan Bator ( byl pyszny choc to on sprawil ze jestesmy pozbawieni paszportu)
3. Jest piekna pogoda
4. Mieszkamy w super hostelu
5. Ludzie. Na naszej drodze spotkalismy juz co najmniej tuzin wspanialych ludzi. Oprocz Pani z Muzeum w Rosji, byla tez Pani z guest housu w Tariacie skad wyruszylismy na trip konny. Otoczyla nas opiekunczymi skrzydlami, ogrzala w ostatni dzien wycieczki, gdy deszcz lal wszedzie a na nas i nasze konie szczegolnie, wypuscila nas bez placenia za goscine posiadajac jedynie nasza obietnice o transferze pienieznym ( dysponowalismy tylko dolarami).
Pobyty w jurtach wydobyly ze mnie refleksje: dzieki wzajemnej nieznajomosci jezyka na glos mozemy komentowac to, co widzimy. Na poczatku mialam z tego powodu wyrzut sumienia jednak zauwazylam, ze Mongolowie robia to samo majac niezly ubaw z naszych zwyczajow. Scena z jurty: siedzimy po dwoch stronach zbudowanego na planie kola namiotu, obserwujemy sie i polewamy z siebie nawzajem. Wbrew pozorom jest to bardzo sympatyczne, gdy sie do tego przyzwyczailismy. Bo jest to smiech dobrotliwy i tolerancyjny. Co prawda to nasi gospodarze mieli wiecej powodow do smiechu...
6. Ja i Kucza wlasnie wypilysmy kawe w Cafe Amsterdam - pyszna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz