Jako ze odzyskiwanie paszportu i wizy zajmuje kupe czasu stwierdzilismy, ze nie ma sensu, zeby wszyscy siedzieli tu ze mna. Wyekspediowalem wiec dziewczyny na pustynie Gobi (czekam na relacje) i rozpoczalem imprezowanie w przepieknym Ju-Bi.
Czas dzisiaj przelecil mi miedzy palcami - dwie wizyty w ambasadzie Rosji, jedna w juz prawie zlikwidowanej ambasadzie RP, pisanie pocztowek, wysylanie faxu do stanow, zeby mi refundowali skradziony czek podrozny... Potem, poniewaz rozpoczelo sie urwanie chmury (podobno tak deszczowego lata najstarsi Mongolowie nie pamietaja), troche poczytalem i juz wygladalo na to, ze dzien zakonczy sie dosyc mialko. Tymczasem kolezanka ze Szwajcarii zabrala mnie na kolacje ze swoimi przyjaciolmi, po czym szybko uciekla na pociag do Irkucka i zostawila mnie z przedziwna ekipa (USA, Belgia, Szwajcaria i Niemcy). Dosiadl sie do nas jeszcze hiszpanski fotograf w srednim wieku i w takim skladzie przegadalismy caly wieczor sprzeczajac sie o sens rzadow Obamy i Zapatero, o przyszly upadek Chin, o rzekoma wyzszosc fotografii cyfrowej nad tradycyjna, o Sankt Pauli, o armie szwajcarska, o kaczki, o kradzieze, o podroze z celem i bez celu, etc, etc... A wszystko to w restauracji "Pizza della Casa", czyli dokladnie tam, gdzie 3 dni wczesniej bylem okradziony. Musialem pokonac swoje demony.
A jutro bede mial zagwozdke - czy jest sens jechac na 6 godzin do parku Terelj czy lepiej pojsc na black market (gdzie kradna na potege), do muzeum historii naturalnej (gdzie, wg Lonely Planet, wypchane zwierzeta sa zdumione w jak kiepskim stanie skonczyly swoj zywot) i na balet mongolski, w miedzyczasie odbierajac wize rosyjska?
Queen Rania of Jordan
16 lat temu
Ciekawe czy ten balet bedzie roznil sie cokolwiek od zapasow...
OdpowiedzUsuń